font-family: 'Raleway', sans-serif;

niedziela, 25 października 2015

Powrót do przeszłości ..

Czas odświeżyć troszkę to miejsce, jestem mile zaskoczona, że nadal blog jest odwiedzany przez niektóre osoby! Dawno mnie tutaj nie było co było spowodowane wieloma dziwnymi rzeczami.

W skrócie powiem, że AuPair już nie jestem. Swoją przygodę zakończyłam 5 czerwca i do teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam. Czy żałuję, że wróciłam do Polski? Nie koniecznie, ponieważ mam teraz dobrą pracę oraz na prawdę tęskniłam za rodziną czy znajomymi. Jednak nie mogę również powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwa z podjętej decyzji, ponieważ teraz okropnie tęsknie za Anglią moją host rodzinką i znajomymi z Bromsgrove.


Jeśli którakolwiek z Was zastanawia się nad wyjazdem, to z całego serca mogę powiedzieć : WYJEŻDŻAJCIE. Jest wiele powodów dla których zachęciłabym każdą osobę do takiego wyjazdu. Między innymi jest to możliwość mieszkania sobie w Anglii bez większych problemów związanymi z opłatami za mieszkanie/szukaniem pracy itp. Dodatkowo podczas pobytu w Anglii nawiążecie znajomości, które prawdopodobnie pozostaną z Wami przez dłuuuugie lata no i jedno z najważniejszych : jest to idealna opcja by tak na prawdę poznać samego siebie.

Ja w Anglii przeżyłam prawdopodobnie najlepszy rok w moim życiu, poznałam wspaniałych ludzi, mówię tutaj u rodzinie u której mieszkałam, o dzieciakach dla których byłam starszą siostrą i do teraz utrzymuję z nimi kontakt, o mojej przyjaciółce Dorocie, ,która mieszka na drugim końcu Polski a i tak dziennie ze sobą rozmawiamy a kilka tyg. temu miałyśmy okazje spędzić ze sobą weekend, o Jamesie dzięki któremu poznałam Bromsgrove od innej strony spacerując nocą przez wiele godzin... Mogłabym o tym pisać i pisać i pisać.. Wspaniały to był rok! Aż się wzruszyłam.


A co teraz słychać u mnie?
Pracuje jako grafik w firmie produkującej odzież sportową, w domu rysuje dla siebie i dla innych co możecie zauważyć na moim instagramie ( @wyjscieeawaryjnee @tynart).
Czasami zdarza mi się pójść na siłownie ale nadal brakuje mi motywacji ( DZIEWCZYNY POMÓŻCIE ) no i na ogół rozmyślam sobie nad powrotem do Anglii lub kolejnej jakiejś dłuższej wycieczce :)

Co do spraw bloga, kto wie. Może jakoś go rozkręcę a jest macie jakieś pytania dotyczące AuPair lub czegokolwiek innego to służę pomocą. Możecie do mnie pisać o każdej porze dnia i nocy a ja będę starała się odpisywać tak szybko jak tylko potrafię!
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :)
Trzymajcie się cieplutko,
Buziaki xxx

czwartek, 14 maja 2015

I'm still alive.

Pora odkurzyć trochę tego bloga :)

Jest już maj, co oznacza, że do powrotu do polski zostało niewiele. Dokładnie za 3 tygodnie i 1 dzień będę w Polsce, czy to nie wspaniałe?
Wiele osób mnie pyta, czy już jestem mega smutna na myśl o tym, że opuszczam moją host rodzinkę. Otóż nie. Na obecną chwilę, proszę Boga aby sprawił, żeby ten 5 czerwca nadszedł jak najszybciej. Okropnie tęsknie za Polską, za rodziną i znajomymi i nie bardzo dochodzi jeszcze to do mnie, że mam kupiony bilet w jedną stronę.
Zaczęłam powoli pakowanie, ponieważ mam bardzo dużo rzeczy ( I MEAN IT ) jestem zmuszona wysłać je paczką, a nawet dwiema... Jedną pakuje już teraz, książki, buty, buty, książki, zimowe ubrania, buty, statyw, farby i.. KSIĄŻKI. Jest to na pewno jeden z powód dlaczego warto kochać Anglię - sklepy charytatywne i tanie książki ! Drugą paczkę wyślę pewnie za 2 tygodnie, kilka dni przed wyjazdem tak żeby była na miejscu zaraz przed moim przylotem :)
Podczas pakowania stwierdziłam, że zrobię sobie porządek w szafie. Taki na poważnie.. I takim o to sposobem do oddania/wyrzucenia mam ogromnie dużą reklamówkę ubrań. Jestem z siebie dumna. A to oznacza tylko jedno - WIELKIE ZAKUPY PRZEDWYJAZDOWE :D

Jeszcze tylko 22 dni... tylko 22 dwa dni! Nie myślcie, że jest mi tutaj źle. O nie ! Kocham moją host rodzinkę i moje dzieciaki i kocham Bromsgrove chociaż wieje nudą i kocham całą Anglię ale wakacje w Polsce będą jednymi z najlepszymi wakacjami prawdopodobnie !
Tatuaż, Oslo, 2 tygodnie nad morzem, weekend na pławkach, urodziny i wiele wiele innych !

Co do tatuażu.. Ostatnio trochę rysuje. A nawet dużo co można widzieć np. na moim facebooku lub instagramie. Udało mi się już zaprojektować kilka tatuaży i również załapać kontakt z jednym studiem tatuażu w Polsce ( dzięki mojemu znajomemu) I tak oto zaczęłam również rysowanie dla tego studia. Na razie mam prac nie wiele bo i jakoś czasu mało aczkolwiek już niedługo na jego stronie będą widniał moje prace, co oznacza, że ludzie mogli będą sobie je wydziarać. Czyż to nie wspaniałe ?!


Na razie to tyle. Lece sie ogarniac bo zaraz babysitting u sasiadow ! Jeśli macie jakieś pytania to standardowo pisze w komentarzach lub wysyłajcie maile lub pytajcie na asku :) ciao

niedziela, 18 stycznia 2015

Anglia od kuchni - czyli to, co gości na naszych stołach cz. II

W dzisiejszym poście trochę o konkretnych daniach. Poprzedni niektórych z Was zaskoczył, mam nadzieję, że i ten równie Was wszystkich zaciekawi i dowiecie się czegoś więcej o angielskiej kuchni :)

Wiecie czy nie wiecie ale tutaj każda wolna chwila jest najlepszą chwilą na herbatę... z mlekiem oczywiście. No po prostu każda. Jeszcze nie było dnia żeby po pytaniu : " Would you like a cup of tea?" lub krócej "Would you like a cuppa' ? " uszłyczeć : " No, thank you. I'm fine" . Przeważnie tylko słyszę różne głosy z różnych pokoi "Yes please !!! " lub w wykonaniu D : "Go on then!" .
Oczywiście nie każdy brytyjczyk jest tak brytyjski jakby się to wszystkim mogło wydawać. Nie każdy będzie miał tutaj cudowny akcent i nie każdy będzie miał świra na punkcie herbaty. Na przykład J uważał herbatę za świętość i pił ją w każdej chwili, natomiast L twierdził, że to totalnie idiotyczne pić ciągle herbatę i totalnie jej nienawidził. Jednak w większości anglicy mają fioła punkcie herbaty.
U nas pije się ją często, ja osobiście ją uwielbiam. Z połową łyżeczki cukru, mlekiem oraz ciasteczkami *.*


Nie wiem w ogóle czy wiecie ale poszczególne posiłki w ciągu całego dnia mają kilka różnych nazw. Czasami jest to bardzo mylące. Zacznę od początku.
Dzień zaczynamy od breakfast (czasami nazywany 'brekkie' ). Później wiele osób ma tzw. elevenses czyli przerwę na przekąskę/herbatę/kawę o godzinie 11. Następnie w godzinach 12-13 jest lunch, przez wiele osób nazywany jest dinner. Niedzielny lunch jest niedzielnym obiadem i może być w godzinach lunch'u jak i w godzinach dinner'u (istnieje również pod nazwą Sunday roast ale o tym później ), a lunch w szkołach równie często jest szkolnym obiadem. Następnie większość osób ma czas na kolejnego snack'a. Przez niektórych nazywane jest to tea, coś takiego jak elevenses tylko po lunchu/przed obiadem. Jednak tea nie oznacza zawsze przekąski. Później czas na obiad o nazwie dinner (din din ) , tea lub supper. W tej chwili mam już małe zamieszanie ponieważ niektórzy jedzą dinner a po nim jeszcze supper... a po nim jeszcze dessert  lub pudding czyli coś słodkiego na koniec dnia. Czyli właściwie anglicy pod tym względem są dziwni i  mogę śmiało powiedzieć, że w tej kwestii jestem totalnie confused.


Zacznijmy od śniadań.

Płatki:
Na śniadanie w domu jemy przeważnie płatki. Mamy ogromną skrzynię po jednej stronie stołu do połowy zapchaną płatkami. Jest ich tyle rodzai, że aż głowa mała a ja kocham 90% z nich.
Można jeść na słodko m.in : choco pillows ( z Morrison'a <3) , golden balls, choco pops, frosted flakes itd.
Można jeść na "zdrowo" m.in : Weetabix w różnych smakach, Corn flakes , Kellog's special itd.
Jest przeogrooomny wybór

Tosty:
Drugą opcją są tosty, przeważnie na słodko z masłem (słonym) i miodem lub masłem (słonym) i dżemem. Ewentualnie je się też tosty z samym masłem. Obowiązkowo z tostami w parze idzie : KAWA

Full english breakfast :
Tym czym owy posiłek nikogo pewnie nie zaskoczę. Ja nigdy jeszcze w pełni go nie jadłam. Przed przyjazdem tutaj wyobrażałam sobie, że tak właśnie będzie wyglądał nasz każdy poranek. Dzięki Bogu tak nie jest !

Tak więc full english breakfast ( lub w skrócie full English / fry-up ) kiedyś był tradycyjnym śniadaniem, teraz wydaje mi się rzadziej spotykane jest to w domach. Częściej je się to w pubach, restauracjach itd.
Najczęściej jest to zestaw baaaardzo tłusty. W skład wchodzą : smażone kiełbaski, bekon, jajka na twardo, fasolki w sosie, smażone pomidory i pieczarki, tosty (z masłem) do tego sok z pomarańczy lub kubek herbaty. Niemal wszystko w tym posiłku jest smażone stąd skrócona nazwa "fry-up"

Naleśniki:
Są dwie opcje podawania naleśników na śniadanie : na słodko lub na "słono" .
Na słodko, jak na słodko - wszystko według gustów. Jednak jeśli mówimy o tym drugim sposobie to najczęściej podawane są one z bekonem i jajkiem





Kolej na lunch/dinner :
Jest wiele opcji. Zależy od tego kto ile ma czasu na przyrządzenie dania.

Kanapki:
Najczęściej u nas się je kanapki. Dzieci na lunch biorą je do szkoły, ja przyrządzam sobie takie również w domu , oraz kanapki zabierają ludzie do pracy. Z kanapkami jest tak, że każdy robi je sobie według uznania no. Co tu dużo mówić. Ser jedynie jest inny bo używamy tutaj sera Cheddar. Jest bardzo wyraźny w smaku i tak jak na początku za nim nie przepadałam to teraz go uwielbiam.


Tosty:
Czasami w niedziele lubimy robić sobie tosty z bekonem, serem, i pomidorem LUB tosty z fasolka w sosie i serem

Zupy : 
Zupy tak jak już mówiłam w poprzednim poście są pod postacią kremów . Je się je najczęściej z tostami .

Poza tym często na lunch jemy np. to co zostało z wieczorem chińszczyzny itp.




Pora na dinner/tea/supper:

Cottage Pie - tzw. wiejska zapiekanka złożona z mięsa i warzyw. Dolną warstwe stanowią warzywa ( przeważnie jest to groszek) oraz mielone mięso wołowe zalane jest to specjalnym sosem. Górna warstwa to ziemniaczane puree. Wszystko upieczone w piekarniku - mniam

Bangers & Mash - czyli nic innego jak smażone kiełbaski z tłuczonymi ziemniakami, często podawane z groszkiem i cebulowym sosem

Yorkshire pudding - robione są z ciasta przypominającego ciasto do naleśników. Pieczone są w blaszanych formach. Gotowe puddingi mają kształt czarek, SĄ PRZEPYSZNE, i mają nawet do 10 cm wielkości. Podawane często zamiast ziemniaków do mięs z sosem. Jak już mówiłam są przepyszne i jeśli ktoś ich nigdy nie jadł to koniecznie musi bo są PRZEPYSZNE :D

Chicken Tikka Masala - Danie najczęściej składa się z ryżu, kurczaka w ostrym sobie Masala w kolorze pomarańczowym, chrupiących poppadoms oraz naan bread

Sunday Roast - tradycyjny niedzielny posiłek podawany w porze lunch'u lub obiadu (dalej nie ogarniam). Składa się z pieczonego mięsa, ziemniaków lub yorkshire pudding, sosu oraz warzyw . Inaczej nazywany jest : Sunday dinner, Sunday lunch, Sunday tea lub Sunday joint (naprawdę tego nie ogarniam)



I na sam koniec na osłodę czas na pudding/dessert

Scones - jest to najczęściej brane jako Cream tea. Scones są to takie jakby słodkie, kruche bułeczki. Podaje się je rozkrawane na pół z dżemem oraz clotted cream (gęsta śmietana) do tego obowiązkowa herbata z mlekiem. Yuuuummmyyyy <3

Butter bread pudding - kolejna pychotka. Deser zrobiony z warstw chleba, rodzynek wszystko zalane jest mieszaniną jajek, mleka z odrobiną cukru. Górę często posypuje się m.in cynamonem. Po upieczeniu wszystko polewa się custard (słodki sos na bazie mleka i żółtek)

Mince pie - bardzo popularne, świąteczne babeczki z kruchego ciasta z nadzieniem o nazwie mincemeat, które jest mieszanką suszonych owoców, przypraw oraz często alkoholem. Ma bardzo charakterystyczny smak i nie każdemu smakuje. Jak dla mnie baaardzo słodkie, zawsze do tego musiałam mieć szklankę mleka :D





W skrócie co u mnie?
Nowy rok rozpoczęłam z uśmiechem na twarzy. Pozbyłam się jednego życiowego ciężaru, teraz staram się tracić kilka kolejnych ale z brzuszka także kiedy mogę to ćwiczę. W następną sobotę prawdopodobnie wyjazd do Cardiff na cały dzień z Dorotą i chłopakiem, którego nie znamy a który nas tam zabiera (trochę szaleństwo ale who cares). Takie mam szczęście, że akurat on jedzie tam na mecz SAM więc stwierdziłam, że może warto się zapytać czy nie możemy jechać z nim. I tak o to w sobotę o 10 wyruszamy do Cardiff <3 ( MAM NADZIEJĘ)

Oprócz tego to postanowiłam zostać u mojej kochanej rodziny tylko do czerwca ( bardzo trudna to była decyzja i jeśli któraś z Was chciałaby być au pair od Czerwca w miejscu, w którym jestem obecnie to proszę kontaktować się ze mną mailowo! )  w czerwcu robię sobie tatuaż, ciągle szukam dodatkowych inspiracji. Jak na razie nie mówię co to będzie. Na pewno nie będzie to coś malutkiego ;)


Na dziś to już tyle. W głowie mam pomysły na 3 kolejne, moim zdaniem ciekawe, posty i mam nadzieję, że niedługo je opublikuję :)

Buźka x


niedziela, 11 stycznia 2015

Ciasteczkarnia - czyli czym zająć dziecko na 1-2 h

W poniedziałek, jako że dwójka najmłodszych nie miała żadnej szkoły/przedszkola stwierdziłam, że wykorzystam ten czas na robienie ciasteczek. Jest to jedna z ulubionych czynności Olivii.



Wykonanie jest bardzo proste a składniki można znaleźć w każdym sklepie ;)






Wszystko czego nam potrzeba to :

- mąka pszenna - 300g
- masło ( w przypadku ludzi z Angli - koniecznie UNSALTED butter) - 150g
-cukier wanilinowy - 4 łyżeczki
-cukier puder (ja takiego nie miałam, zastapiłam go normalnym) - 50g
-proszek do pieczenia - 2 łyżeczki
- 1 jajko
- ciemne kakao (jeśli ktoś lubi )
-mały pomocnik
-waga
-miska, łyżka, wałek, foremki




















Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia, piekarnik rozgrzać do temp. 180 stopni.
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia do miski. Dodać cukier, 4 łyżeczki cukru wanilinowego, jajko oraz masło.






Zagnieść ciasto ( " Whoaaaa it looks like a Play-Doh !!!!! " )






Kiedy ciasto jest porządnie ugniecione należy zawinąć je w folię i włożyć do lodówki na 20-25 minut. My do 1/3 ciasta dodałyśmy ciemnego kakao, żeby mieć troszkę "czekoladowych ciastek" .







Następnym krokiem jest rozwałkowanie ciasta na ok 3-5 mm.






Na sam koniec foremki idą w ruch, my wybrałyśmy, zdaniem Olivii, aniołki ;) Wykonane kształty ułożyć na blasze i włożyć do piekarnika.






Po 10 minutach nasze ciastka powinny być już gotowe ;)






Mi bardzo one smakują ( i nie tylko mi ). U nas zniknęły po dwóch dniach :D 
Mam nadzieję, że i Wam zasmakują :D

sobota, 3 stycznia 2015

To już jest 2015 ?! ..

Kiedy, powiedzcie mi kiedy ten czas zleciał? Święta? Sylwester? Wszystko mignęło mi w sekundę.. Byłam całę dwa tygodnie w Polsce a czuję się jakbym była tam tylko jeden dzień..

Do Polski przyleciałam 19 grudnia i pierwszego dnia czekała mnie już impreza - parapetówka u mojego brata. Mogę powiedzieć otwarcie większość moich zimowych wakacji w Polsce wygladała jak ten pierwszy dzień.. mój organizm potrzebuje odpoczynku który na pewno znajdzie tutaj w moim Bromsgrove, szczególnie, że Dorota wraca dopiero za tydzień.
Oprócz imprez niemal całe dwa tygodnie spędziłam z moją ukochana siostrzenicą, moim małym aniołkiem.. i ogółem całą rodzinom i znajomymi. Starałam się nie siedzieć w moim pokoju (który tak właściwie nie przypomina już mojego pokoju bo moi rodzice nieźle go przemeblowali) ciągle byłam GDZIEŚ co chwilami wkurzało moją mamę, ale chciałam jakoś te dwa tygodnie w kraju wykorzystać :)

W pierwszych dniach pomagałam mamince mojej kochanej w przygotowaniach do Świąt... oczywiście większość i tak robiła sama bo ja nawet nie wiedziałam, z której strony mogłabym jej pomóc hehe. W każdym razie moim największym zadaniem było pieczenie ciasteczek. Oczywiście przygotowane byłyśmy zerowo i jeszcze na ostatnią chwilę biegłam do mojej siostry żeby pożyczyć jakieś foremki - niestety miała tylko jedną. Ciastek wyszło nam okropnie dużo! Pod sam koniec już mnie ręce bolały od wałkowania ciasta. Koniec końców cały dom pachniał cudownie a my mieliśmy ogrom ciastek, których i tak nie udało nam się zjeść :)






W tych samych dniach postanowiłam zmienić mój kolor włosów. Marzyłam o tym żeby powrócić do blondu. Jako, że moja siostra jest fryzjerką to zawsze ona zajmuje się moimi włosami, wszystko zawsze wychodziło idealnie niestety ostatnio coś się ze mną porobiło ale do tego wrócę później. Tak więc na początku kupiłam jakiś lipny rozjaśniacz który niby na bazie rumianku naturalnie miał mi rozjaśnić włosy po ok. miesiącu. Pod sam wieczór mój szwagier jeszcze szedł do sklepu, żeby kupić mi rozjaśniacz w innym sklepie. No więc pierwsza faza - rozjaśnianie. Wszystko spoko, nie spodziewałam się jakiś super efektów, że od razu moje włosy będą piękne bo jest to na swój sposób niemożliwe po tak wielokrotnej koloryzacji jaką miałam już za sobą. Tak więc spoko. Etap drugi - koloryzacja. Miałam mieć piękny perłowy blond o którym zawsze marzyłam. Wiecie, taki jasny blond w różowym odcieniu - piękny. No i nałożyłyśmy farbę i po kilku minutach wszystko okropnie zaczęło piec. Oczywiście głupia ja zamiast od razu zmyć to z głowy to trzymałam te 30 minut bo stwierdziłam, że będę twarda - pewnie piekło mocniej bo miałam mocniejszy rozjaśniacz nakładany. No i efekt końcowy był taki, że farba i tak mi nie złapała a ja miałam dodatkowo poparzoną głowę. Do teraz mam kilka strupków a włosy muszę traktować co jakiś czas szamponetką, żeby nie było totalnie żółte.  GŁUPIA JA  ;)

Wigilię w tym roku mieliśmy dość dużą. Jako, że w naszej rodzinie jest od 1,5 roku nasz kochany maluszek - moja siostra i jej mąż postanowili zrobić Wigilię u siebie, tak żeby wszyscy mogli być w tym dniu razem. Tak więc ogółem było nas 10 :)




Nie ma co, moja siostrzyczka się postarała i moim zdaniem stół nakryty był prosto ale bardzo ładnie!




Niestety na stole nie zmieściłyby się wszystkie przygotowane przez nas potrawy, tak więc później mieliśmy zmianę "klimatu" i na stół weszły słodkości :)

Wypatrywanie pierwszej gwiazdki 

 " Maja!!! Maja!! " Jestem pewna na 100% że książeczka ta jest o pszczółce Maji na której punkcie fioła ma moja maleńka ;)


Najlepsza kucharka w okolicy - Jula i jej nowa kuchnia :)



Kolejne dni głównie spędzałam z moja siostrą, jej mężem i maleństwem lub w pubie ze znajomymi. Znalazłam oczywiście czas, żeby spotkać się również z moim kochanym Patrykiem! Co oczywiście mogłoby graniczyć z cudem ze względu na nasze"grafiki" jednak znalazłyśmy aż dwa dni dla siebie :)! Nie zapomniałam również o mojej najukochańszej nauczycielce j. angielskiego z liceum a prywatnie o najlepszym motywatorze, poprawiaczu humoru oraz wyprowadzaczu z dołków - co do tego to prawdopodobnie już w lutym będę miała okazję spotkać się z nią w Oxfordzie ! :D

Sylwestra spędziłam tak jak w tamtym roku u kolegi na domówce ;) Byli wszyscy moi najbliżsi znajomi oraz mój brat, siostra i szwagier także miałam wszystkich w komplecie. To co się tam działo jest nie do opisania haha, było bardzo śmiesznie i chętnie powtórzyłabym tą noc jeszcze raz haha




Kolejnego dnia z samego ranka obudził mnie mój bąbel, który u nas spędzał sylwestra, Tak więc spałam tylko 4 h i cały dzień byłam ledwo żywa a tu trzeba było się zacząć pakować. Wieczorem poszłam do siostry ze świadomością, że to ostatnie chwile z nimi. Oczywiście nie obyło się bez łez. Okropna ze mnie płaczka taka prawda ;)
Wczoraj od 7 nie umiałam spać, ostatnie rzeczy do pakowania, drukowanie biletu, pożegnania, łzy, lotnisko, samolot i tak o to tu jestem. Kolejny rok do rozpoczęcia, kolejne nadchodzące zmiany, kolejne miesiące w Bromsgrove. 

Rok 2015 z pewnością będzie dla mnie rokiem kolejnych zmian, zmieni się prawdopodobnie ogromnie wiele rzeczy. Na chwilę obecną zaplanowane mam tylko wakacje w czerwcu nad polskim morzem - resztę planów zostawię sobie dla siebie i podzielę się z Wami w odpowiednim czasie. 

Buziaczki 
xxx


sobota, 13 grudnia 2014

Anglia od kuchni - czyli to co gości na naszych stołach cz.I

Czas na post o jedzeniu! Długo o tym myślałam i nadszedł czas żeby to zrealizować . Dla osób, których nigdy w Anglii nie były niektóre rzeczy mogą być zaskoczeniem i po przeczytaniu może być reakcja type "Co?! Jak oni mogą to jeść" ale większość z nich brzmi tylko dziwnie, jednak smakuje całkiem mniamuśnie!
W tym poście zacznę od podstaw :
1. Chleb
W typowo angielskim sklepie nie znajdziesz chleba, który wygląda i smakuje jak ten nasz, polski. No po prostu nie znajdziesz, wszystkie tutaj wyglądają i smakują jak nasz tostowy. Jeśli chodzi o bułki to sprawa wygląda podobnie, gdyż wszystkie są jak gąbki. Ogółem pieczywo nie należy do najlepszych, co nie oznacza, że w ogóle go nie jem haha! Tosty (szczególnie te wyskakujące) jem niemal każdego dnia, na słodko z kawą (obowiązkowo!)
2. Masło
Typowe masło używane do smarowania chleba jest słone. Pierwsze wrażenie - WTF ?! szczególnie, że jak jem tosty to najpierw smaruje je masłem a dopiero miodem/dżemem, jednak muszę stwierdzić, że będę za tym masłem tęsknić jeśli kiedyś zdecyduje się wrócić do Polski. Oczywiście istnieje tu również masło niesłone, ale stosowane jest ono raczej do pieczenia ciast itp. Na co dzień wszyscy używają tego 'salted'
3. Herbata
Ogółem herbata tutaj jest dużo mocniejsza przez co ma inny smak no i jak pewnie wiesz pije się ją tutaj z mlekiem. Nie wiem czy jest tak w całej Polsce, ale w moim regionie bawarke często piły kobiety po porodzie, które nie miały pokarmu w piersiach więc jest to co najmniej dziwne, że coś co w Anglii pije się na co dzień, w Polsce ma przynosić cudowne efekty w postaci pokarmu ;)
4. Sok
Celowo nie sprecyzowałam dokładnie o co mi chodzi, ponieważ mój najmłodszy misiek, jak i wieeeele tutejszych dzieci, mówi na to "juice" co jest właściwie błędne, gdyż prawdziwa nazwa tego to squash, czyli coś podobnego jak nasze polskie syropy np. paola rozcieńczone z wodą 
5. Woda
Nie wiem, czy jest tak w caaałej Anglii ale u nas pije się wodę z kranu :)
6. Ocet
Okropnie dużo rzeczy je się tutaj z vinegar'em.. m.in. ryż, chip butty, frytki, nawet raz jak mieliśmy kupioną kapuste którą podaje się na ciepło to była ona dosłownie zalana vinegar'em UGH. Ja osobiście nie jestem tego zwolenniczką. Vinegar używam tylko i wyłącznie do chip butty, inaczej nie ma to smaku.
6. Chip Butty 
Nic innego jak kanapka z frytkami. Jest to bardzo popularne tutaj i we wszystkich chip shopach (tak, mają tutaj specjalne miejsca z fish and chips) Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, nigdy przenigdy bym nie wpadła na to, żeby jeść frytki z chlebem - Anglia <3
7. Chiny i Indie
Mmmm... będąc w Polsce nigdy jakoś nie miałam okazji poznać bliżej kuchni chińskiej lub indyjskiej i już tego żałuję. Chińszczyzna gości u nas baaaaardzo często, jest tutaj dużo miejsc z dobrą chińszczyzną na wynos. Każdy będąc tu musi koniecznie spróbować, bo moim zdaniem jedzenie mają niesamowite. Raz byłam nawet w chińskiej restauracji w której płaci się tylko za wejść a przez kilka godzin można jeść co tylko się chce. OBŁĘD! 
Jeśli chodzi o kuchnie indyjską to uwielbiam Chickem Tikka Masale, no po prostu na obecną chwilę to jest moje ulubione danie( smakuje jeszcze lepiej w pubie i z piwem )
8. Ziemniaki z mikrofalówki,
czyli Jacket Potato. Nigdy bym nie wpadła na to, żeby najpierw "ugotować" ziemniaki w mikrofalówce a dopiero później (jeśli ktoś lubi) wrzucić je do piekarnika, żeby skórka była chrupiąca. A jednak ;) Jeść to można na wieeele sposobów m.in z serem Chedar i boczkiem, tuńczykiem, parówkami lub z fasolką... każdy sposób jest godny polecenia, szybko, łatwo i smacznie :)
9. Fasolka
Kolejna rzecz, którą teraz uwielbiam (a kiedyś nienawidziłam) i nawet mój tata pokochał Anglię za to - baked beens. Uwielbiam ją na tostach z serem Chedar na lunch, uwielbiam ją również z ziemniakami do obiadu.. no po prostu uwielbiam. Mniam!
10. Zupy
Zupy, które można dostać w puszkach w każdym sklepie niczym nie przypominają polskich zup. Te angielskie to po prostu kremy, u nas najczęściej je się pomidorową.
11. Parówki, kiełbaski
Niestety jedno jest na to słowo po angielsku - sausages a rozbieżność jest dość duża ponieważ sausages, które u nas w Polsce nazywamy parówkami wyglądają i smakują całkowicie inaczej niż te sausages, czyli kiełbaski, które jadamy tu na obiad. Te pierwsze raczej nie różnią się od naszych, polskich jednak te drugie w 100% tak (nie wiem, czy w ogóle w Anglii znajdziemy kiełbasy podobne do tych polskich, wątpię ) Nie usmażone wyglądem przypominają mięsnopodobną papkę wciśnietą w foliowy rulon i nie wyglądają apetycznie , jednak kiedy je się usmaży/ upiecze to zaczynają wyglądać nawet OK i jeśli kupicie te lepsze, to nawet można powiedzieć, że są pyszne :D Ja osobiście je lubię.




Mam nadzieję, że chociaż jednym punktem udało mi się kogoś zaskoczyć :)
Jeśli chcesz więcej takich postów - zostaw wzmiankę w komentarzach! 
Jeśli chcesz, żebym coś poleciła, gdzieś pojechała, spróbowała konkretnego dania lub po prostu o czymś konkretnym napisała - jestem otwarta na wszystko, po prostu napisz! :)
Dodatkowo, jeśli ktoś ma ochotę na spotkanie  -  od 19.12 do 02.01 jestem w Polsce ( w Anglii się mogę spotkać on nowego roku, gdziekolwiek od czwartku do niedzieli niemal każdego tygodnia ) - napisz a umówimy się na jakiś dzień i godzinę :) 
Buziaki xx

czwartek, 11 grudnia 2014

Przydatne zwroty i słownictwo przy pracy z dziećmi cz. I - Babies and Toddlers + games

 ZAPRASZAM NA WWW.WYJSCIEEAWARYJNEE.WORDPRESS.COM

  Hej wszystkim!
Ostatnio dostałam maila od Dominiki [http://goldenmove.blogspot.com] z prośbą, żebym zrobiła posta o przydatnym słownictwie. Nie wiedziałam dokładnie z której strony powinnam to ugryźć i jakie słowa/zwroty tak naprawdę są jakoś bardziej/mniej przydatne kiedy mówimy o pracy z dziećmi.. jednak postanowiłam podjąć wyzwanie. Poszperałam troszkę w internecie (ogrom stron dla nowych rodziców, sklepów z przedmiotami dziecięcymi itp :D ), obserwowałam najczęściej używanych przeze mnie słów przez kilka dni i Dominika również troszkę mi pomogła. 
Nie wiem nadal, czy podział, który stworzyłam będzie odpowiedni. Mam nadzieję, że takim sposobem wszystko będzie przedstawione w jasny, łatwy do zrozumienia sposób ;) 

Zaczynamy od najmłodszej grupy dzieciaków. Od noworodka do 2-3 lat .
  • baby, child, kid - dziecko
  • infant, newborn - niemowle
  • toddles - małe dziecko uczące się chodzić
  • baby milk - mleko dla dziecka
  • baby walker - chodzik
  • bib - śliniaczek
  • bottle warmer - podgrzewacz do butelek
  • bath ducky - kaczka do kąpieli
  • bath sponge support - gąbka do kąpieli niemowlaków
  • baby bath - wanienka 
  • carrier, sling - nosidełko
  • changing bag - torba przy wózku, w której znajdują się pieluszki, dodatkowe ubranka itp. 
  • changing mat/ changer - mata do przebierania dziecka/ przewijak
  • baby car seat - fotelik samochodowy
  • bouncer - 
  • cot, crib - łóżeczko dziecięce
  • colic -kolka
  • cuddle robe - okrycie kąpielowe
  • nappy, diaper, disposable nappy - jednorazowa pieluszka, pampers
  • dummy, soother, pacifier - smoczek 
  • feeding bootle - butelka do karmienia
  • high chair - krzesełko do karmienia
  • moses basket - kołyska (? nie umiem dobrze tego przetłumaczyć hah)
  • non-spill cup - kubek niekapek
  • non slip bath mat - mata przeciwpoślizgowa
  • playpen- kojec dla dziecka
  • potty - nocnik
  • buggy, pushchair, stroller - wózek spacerowy, składany
  • pram, baby carriage - wózek głęboki
  • rocking chair - bujane krzesło
  • rattle - grzechotka
  • reusable nappy, diaper - pielucha tetrowa
  • swing- huśtawka
  • teat, nipple - smoczek do karmienia butelką
  • teether - gryzak
  • training cup - kubek z dzióbkiem
  • training pants - majtki, które pomagają w odstawieniu pieluszek
  • travel cot - łózeczko turystyczne
  • toys
  • baby wipes - husteczki dla dzieci
  • nap - drzemka
  • hiccups - czkawka
  • rhymes/ nursery rhymes - rymowanki
  • bedtime story - bajka na dobranoc
  • fairytale - bajka, baśń
  • barefoot - boso
  • tricycle - rowerek na 3 kółkach

    • suck - ssać
    • crawl - czołgać się, raczkować
    • wee wee / pee pee - siku
    • poo poo - kupka
    • scribling - bazgrolić
    • meoning/ grumbling
    • cuddling, snuggling - przytulanie
    • spit it out - wyplut
    • swallow - połknij 
    • be careful - uważaj
    • bite, chew - gryźć, rzuć

    Games ( www.kidshealth.org)

    Game: Two Little Blackbirds

    Number of kids: Any.
    How the game is played: With singing and hand motions, the adult leads the children in a song about opposites.
    • Two little blackbirds sitting on the hill
      (Start with your hands behind your back.)
    • One named Jack
      (Bring one hand to the front with your pointer finger extended.)
    • One named Jill
      (Bring your other hand to the front with pointer finger extended.)
    • Fly away, Jack!
      (Put the hand and finger representing Jack behind your back.)
    • Fly away, Jill!
      (Do the same with your "Jill" hand.)
    • Come back, Jack!
      (Bring "Jack" back to front.)
    • Come back, Jill!
      (Bring "Jill" back to front.)
    You can make up additional verses, such as the ones below. Just choose a spot for the birds to sit ("snow" in the first example). Then choose a pair of opposites and make the second of the words rhyme with the spot where the birds are sitting (snow and slow).
    • Two little blackbirds sitting in the snow. One named Fast. One named Slow.
    • Two little blackbirds sitting on a cloud. One named Soft. One named Loud.
    • Two little blackbirds soaring in the sky. One named Low. One named High.



    Parachute Games

    Play parachutes are often used in childcare centers and child gym programs. They work well because they float down and create a dome effect underneath. If you don't have one, try a large bedsheet.
    Number of kids: Enough to maneuver the parachute or sheet. A few adults will help.
    How the game is played: Have the children and your adult helpers encircle the parachute or sheet. Raise it high overhead and say, "Up, up, up." Bring the parachute down low and say, "Down, down, down." Repeat several times. Lift the parachute up high again, cue your adult helpers, and say, "Under, under, under," then have everyone rush under the dome of the parachute or sheet.
    What the game teaches: Gross motor movement, waiting, and listening.


    Jak na razie to tyle. Notka będzie edytowana jeśli uda mi się znaleźć więcej rzeczy :)

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    Co u mnie słychać? Leżę właśnie w łóżku, w onesie, chora, z bolącą głową, czerwonym nosem milionem chusteczek wokół siebie oraz ogromnym kubkiem herbaty z mlekiem. Mam nadzieję, że jutro obudzę się całkowicie zdrowa.
    Dzisiaj miałam do połowy dzień wolny, gdyż choroba rozłożyła Kasie na łopatki i musiała zostać w domu a dokładniej w łóżku tak więc Olivcia chodziła między moim a jej pokojem. W między czasie wyprasowałam mnóstwo rzeczy, w końcu spakowałam je do kartonu i nareszcie paczkę mam już z głowy. Jutro mają po nią podjechać .
    Co kupiłam na prezenty dla rodziny? Słodycze! Co kupiłam na prezent dzieciakom? Olivii zestaw play doh do robienia babeczek, Danielowi zestaw zegarek+portfel+jakaś mała piłka a Lauren mam zamiar kupić dużą, białą ramkę w kształcie serca. Kasi "zrobiłam" wizytówkę oraz logo dla jej nowego biznesu, czyli tak naprawdę poprosiłam o to mojego kumpla grafika :) 
    Do wylotu zostało mi 8 dni 10 godzin i 34 minuty. Nie mogę się doczekać !!!
    Buziaki dla wszystkich odwiedzających! 




    Instagram:
    @wyjscieeawaryjnee

    ASK.fm :
    @wyjscieeawaryjnee
    Email:
    martyna.dudek.1b@gmail.com

     ZAPRASZAM NA WWW.WYJSCIEEAWARYJNEE.WORDPRESS.COM